Zakaz dyskryminacji w zatrudnieniu — dlaczego prawo na papierze bywa martwe

Kodeks pracy zakazuje nierównego traktowania ze względu na płeć, wiek, niepełnosprawność, pochodzenie czy przekonania, ale dochodzenie roszczeń spada na pracownika zależnego od pracodawcy. Razem chce, by zakaz — obejmujący także orientację seksualną i tożsamość płciową — był realnie egzekwowany, a nie pozostawał deklaracją.

Grupa robotników przed budynkiem zakładu, archiwalna fotografia

Prawo pracy zakazuje dyskryminacji w kilku artykułach i brzmi to twardo — dopóki ktoś nie spróbuje z tego zakazu skorzystać. Wtedy okazuje się, że cały ciężar spoczywa na osobie pokrzywdzonej: to ona ma udowodnić, że pominięto ją przy awansie z powodu wieku, zapłacono mniej z powodu płci albo nie zatrudniono z powodu pochodzenia — i to ona robi to, wciąż będąc zależną od tego samego pracodawcy. Razem chce, żeby zakaz dyskryminacji przestał być deklaracją, a stał się realnie egzekwowanym prawem — obejmującym także orientację seksualną i tożsamość płciową.

Czego dziś zakazuje prawo?

Na papierze zakazuje sporo. Kodeks pracy nakazuje równe traktowanie w zatrudnieniu i zakazuje różnicowania sytuacji pracownika ze względu na płeć, wiek, niepełnosprawność, rasę, religię, narodowość, przekonania polityczne, pochodzenie etniczne, wyznanie czy orientację seksualną — a także ze względu na rodzaj umowy i wymiar czasu pracy (art. 18³ᵃ, ISAP). Katalog jest szeroki i obejmuje zarówno rekrutację, jak i płacę, awans czy dostęp do szkoleń. Problem nie leży w brzmieniu przepisu, lecz w tym, co się dzieje, gdy trzeba go wyegzekwować.

Dlaczego zakaz bywa martwy?

Bo egzekucja jest zaprojektowana wokół samotnego pracownika. Żeby dochodzić swoich praw, trzeba wytoczyć proces przeciw pracodawcy, od którego zależy się finansowo, licząc się z ryzykiem odwetu i kosztami. Dyskryminacja płacowa dodatkowo chowa się w nieprzejrzystości wynagrodzeń — gdy nikt nie zna widełek, trudno wykazać, że płaci się różnie za tę samą pracę; dlatego jawność płac jest jednocześnie narzędziem antydyskryminacyjnym. Bez zorganizowanej strony pracowniczej i realnego nadzoru zakaz pozostaje przepisem, po który mało kto sięga.

Kogo prawo wciąż chroni najsłabiej?

Osoby, wobec których dyskryminacja bywa społecznie „przemilczana". Choć orientacja seksualna jest w katalogu, w praktyce osoby LGBT+ wciąż mierzą się w pracy z nierównym traktowaniem, a tożsamość płciowa nie jest wprost wymieniona w przepisach. Razem chce domknąć tę lukę i objąć ochroną także tożsamość płciową, tak by nikt nie tracił pracy ani awansu z powodu tego, kim jest. Ten wątek prowadzi serwis Razem dla równości. Egzekwowanie zakazu spina się z resztą programu pracy: silną Państwową Inspekcją Pracy i zorganizowaną stroną pracowniczą.

Co proponuje Razem

Postulaty z deklaracji programowej — rozdział „Państwo po stronie pracujących" oraz rozdział o równości:

  • Realne egzekwowanie zakazu dyskryminacji w zatrudnieniu, a nie sama deklaracja w kodeksie.
  • Ochrona ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową — domknięcie luki w przepisach.
  • Jawność wynagrodzeń jako narzędzie przeciw ukrytej dyskryminacji płacowej.
  • Silniejsza pozycja pracownika — nadzór inspekcji i związków zamiast pozostawiania pokrzywdzonego samemu sobie.

Kontekst całego podtematu praw grup wypychanych poza ochronę prawa pracy zbiera hub Prawa każdego pracownika.

Źródła i dalsza lektura