Energetyka to największy program dla rynku pracy od dekad

Budowa co najmniej 8 bloków jądrowych o łącznej mocy minimum 12 GW, rozbudowa OZE i modernizacja sieci, na którą operatorzy planują łącznie ponad 190 mld zł, to — w ocenie redakcji — największy program dla rynku pracy od dekad. Razem dopisuje do niego zasadę, której zabrakło w Wałbrzychu: za każde likwidowane stanowisko — nowe miejsce pracy w przemyśle.

Monter w skórzanych rękawicach pracuje na szczycie słupa przy budowie linii energetycznej 33 kV (fot. Alfred T. Palmer, 1942).

Gdy zestawić na jednej kartce wszystko, co w polskiej energetyce trzeba w najbliższych dekadach zbudować, przebudować i wymienić, wychodzi z tego — taka jest ocena redakcji — największy program dla rynku pracy od dekad. Partia Razem chce oprzeć system energetyczny o duże elektrownie jądrowe i odnawialne źródła energii: zbudować co najmniej 8 bloków jądrowych o łącznej mocy minimum 12 GW oraz zmodernizować sieć przesyłową i dystrybucyjną. To postulat idący dalej niż rządowy Program polskiej energetyki jądrowej, który przewiduje dwie elektrownie o mocy 6–9 GW. Każdy z tych placów budowy oznacza dziesiątki zawodów: zbrojarzy i spawaczy, operatorów, energetyków, monterów sieci, inżynierów rozruchu. A do całego pakietu Razem dopisuje zobowiązanie, jakiego polska polityka nie składała pracownikom przemysłu od lat dziewięćdziesiątych: za każde likwidowane stanowisko — nowe miejsce pracy w przemyśle.

Ile roboty czeka w energetyce

Skalę tej pracy da się policzyć. Sam operator sieci przesyłowych rozpisał na najbliższą dekadę inwestycje idące w dziesiątki miliardów złotych, a spółki dystrybucyjne zobowiązały się do nakładów dwukrotnie większych. Po drugiej stronie bilansu jest górnictwo — branża, która kurczy się niezależnie od tego, kto rządzi, i której pracownicy mają prawo wiedzieć, co dalej.

Dane. Plan rozwoju sieci przesyłowej PSE na lata 2025–2034 zakłada inwestycje o wartości ponad 64 mld zł. Karta Efektywnej Transformacji Sieci Dystrybucyjnych przewiduje 129,5 mld zł nakładów operatorów dystrybucyjnych do 2030 r. W górnictwie węgla kamiennego pracuje dziś ok. 72–75 tys. osób, a zatrudnienie maleje o ok. 3 tys. osób rocznie. Według Instytutu Badań Strukturalnych w 2019 r. kopalnie węgla kamiennego zatrudniały 83 tys. osób, z czego 89% na Śląsku.

Z tego samego badania IBS wynika rzecz dla tej opowieści kluczowa: niedobory pracowników w zawodach przemysłowych są w Polsce około trzykrotnie większe niż liczba górników zagrożonych utratą pracy. Problemem nie będzie brak zajęcia dla rąk zdolnych do przemysłowej roboty — będzie nim geografia i czas. Miejsca pracy przy atomie, sieciach i OZE muszą powstawać tam, gdzie znikają miejsca w kopalniach i elektrowniach węglowych, i muszą być gotowe, zanim tamte znikną. Tego rynek sam z siebie nie zsynchronizuje; do tego potrzebne jest państwo z planem.

Wałbrzych jako przestroga

Polska raz już przerobiła transformację bez planu. W latach dziewięćdziesiątych zamknięcie wałbrzyskich kopalń pozbawiło pracy około 14 tys. górników, a bezrobocie w mieście sięgnęło 38–40% — z biedaszybami, emigracją i zapaścią, z której miasto podnosiło się przez ćwierć wieku. Właśnie do tego doświadczenia odwołuje się Razem, gdy rozmawia z załogami kopalń — jak w lutym 2025 r., podczas konferencji ze związkowcami z LW Bogdanka:

Sprawiedliwa transformacja to transformacja, w której na każde miejsce pracy, które w przemyśle znika, musi pojawić się nowe miejsce pracy w przemyśle. Zmiany muszą brać pod uwagę lokalne społeczności. To jest niezmiernie ważne w przypadku Bogdanki, ponieważ tam mamy dziś do czynienia z gospodarczą monokulturą. Nierozsądnie przeprowadzona transformacja może skończyć się tak, jak skończyła się w przypadku Wałbrzycha — społeczną tragedią.— Adrian Zandberg, konferencja ze związkowcami z kopalni Bogdanka, 18 lutego 2025, Lublin112, 19.02.2025

Narzędziem, które ma temu zapobiec, jest gwarancja zatrudnienia — państwo jako pracodawca ostatniej instancji, uruchamiający pracę tam, gdzie prywatny popyt na nią wysycha. W literaturze ekonomicznej mechanizm ten szczegółowo opisała Pavlina Tcherneva z Levy Economics Institute: publicznie finansowane, lokalnie organizowane miejsca pracy działają jak bufor, który stabilizuje dochody i całe lokalne gospodarki w okresach przejścia. W polskich warunkach takim okresem przejścia jest właśnie transformacja energetyczna — a regiony węglowe są miejscem, gdzie gwarancja zatrudnienia spotyka się z największym programem inwestycyjnym w historii III RP. Jak ten mechanizm wygląda od strony samej energetyki, opisuje siostrzany serwis w tekście o gwarancji zatrudnienia i sprawiedliwej transformacji.

Co proponuje Razem

Uruchomimy programy dla grup zawodowych i regionów, które dziś zależne są od konwencjonalnych źródeł energii. Pracownikom wygaszanych przedsiębiorstw zagwarantujemy dobrze opłacaną pracę w tym samym regionie, w myśl zasady „za każde likwidowane stanowisko — nowe miejsce pracy w przemyśle”.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. „Polska z atomu, krzemu i stali”, partiarazem.pl
  • Co najmniej 8 bloków jądrowych o łącznej mocy minimum 12 GW plus modernizacja sieci przesyłowej i dystrybucyjnej — inwestycje, które przez dekady będą potrzebowały pracowników.
  • Dobrze opłacana praca w tym samym regionie dla pracowników wygaszanych przedsiębiorstw — nowe zakłady mają powstawać tam, gdzie znikają stare, a nie na drugim końcu kraju.
  • Regionalne programy gwarancji zatrudnienia (Deklaracja, rozdz. „Praca"): samorządy będą mogły tworzyć użyteczne społecznie miejsca pracy, finansowane z budżetu centralnego.
  • Program budowy kompetencji w dziedzinach strategicznych — m.in. w energetyce jądrowej i produkcji maszyn, żeby nowe fabryki i elektrownie miały kogo zatrudniać.
  • Wzmocniona i dofinansowana Państwowa Inspekcja Pracy z uprawnieniem do zmiany formy zatrudnienia na umowę o pracę tam, gdzie stwierdzi stosunek pracy.

Etaty, nie śmieciówki na placach budowy

Jest jeszcze warunek, bez którego ta obietnica byłaby dziurawa: nowe miejsca pracy muszą być etatami. Wielkie inwestycje budowlane to w Polsce tradycyjnie królestwo łańcuchów podwykonawców, umów cywilnoprawnych i wymuszonego samozatrudnienia — i nic nie sprawi, że budowy elektrowni czy linii przesyłowych będą pod tym względem wyjątkiem, jeśli nie upilnuje tego państwo. Dlatego program energetyczny Razem trzeba czytać razem z programem pracowniczym: z planem likwidacji plagi umów śmieciowych oraz ze wzmocnieniem inspekcji pracy, która dostanie realne narzędzia kontroli warunków i formy zatrudnienia — piszemy o tym w tekście o PIP z zębami. Inspekcja zdolna przekształcić fikcyjne samozatrudnienie w umowę o pracę jest na wielkiej budowie równie ważna jak dźwig.

Pozostaje pytanie o pieniądze. Razem odpowiada na nie po drugiej stronie sieci: jeden państwowy fundusz koordynujący kluczowe inwestycje ma spiąć budowę atomu, sieci i nowego przemysłu w jeden plan — zamiast rozproszonych programów, z których każdy kończy się wraz z kadencją. Dla pracownika z Bogdanki, Bełchatowa czy Turowa różnica jest praktyczna: plan na dwadzieścia lat to zawód, którego można się wyuczyć, i kredyt, który można spłacić.

Źródła i dalsza lektura