Prekariat akademicki — dlaczego doktorant i adiunkt zasługują na etat

Polska nauka trzyma się na stypendiach poniżej płacy minimalnej i umowach, które kończą się razem z grantem. To ta sama uśmieciowiona logika, którą Razem zwalcza na całym rynku pracy. Partia chce umów o pracę dla doktorantów, wynagrodzeń nie niższych niż płaca minimalna, ustawowej waloryzacji pensji na uczelniach i jawności konkursów.

Naukowczyni kierująca zespołem inżynierów w laboratorium badawczym

Praca naukowa wygląda z zewnątrz na stabilny, prestiżowy zawód, a od środka bywa jednym z najbardziej niepewnych zajęć na rynku. Doktorant żyje ze stypendium często niższego od płacy minimalnej, adiunkt — z umowy, która kończy się razem z projektem, po którym trzeba szukać następnego grantu. To ta sama uśmieciowiona logika, którą Razem zwalcza wszędzie indziej: praca jest, a etatu i praw pracowniczych nie ma. Partia chce to odwrócić — umowa o pracę tam, gdzie realnie wykonuje się pracę, również na uczelni.

Z czego żyje młody naukowiec?

Młody naukowiec żyje przede wszystkim z niepewności, a deklaracja programowa stawia diagnozę wprost: „Kolejne rządy głodzą polską naukę. Nie ma stabilności w finansowaniu projektów, nie ma pieniędzy dla doktorantów i pracowników naukowych. Ludzie, którzy mogli stać się siłą napędową polskiego rozwoju, wyjeżdżają z kraju — bo nie mają stabilności lub po prostu środków na życie". Stypendium doktoranckie bywa niższe od minimalnego wynagrodzenia — od 2026 roku 4806 zł brutto — a kariera na uczelni składa się z serii umów terminowych spiętych z grantami. Efekt jest przewidywalny: najzdolniejsi wybierają zagranicę albo sektor prywatny, a polska nauka traci kadry, w które sama zainwestowała.

Dlaczego to problem prawa pracy, a nie tylko budżetu nauki?

Bo mechanizm jest dokładnie ten sam, co przy śmieciówkach na otwartym rynku. Umowa terminowa i stypendium zamiast etatu przerzucają całe ryzyko na pracownika: bez pewności zatrudnienia, bez pełnego oskładkowania, bez ochrony przed nagłym końcem finansowania. Różnica jest tylko taka, że tu pracodawcą jest w praktyce państwo — przez uczelnie i instytuty, które samo finansuje. Tym bardziej powinno świecić przykładem. Jak plaga umów śmieciowych działa na całym rynku i czemu nie rozwiążą jej apele, rozkłada hub Stabilne zatrudnienie.

Co konkretnie proponuje Razem dla uczelni?

Rozdział „Nauka — warunek rozwoju" deklaracji programowej daje twarde zobowiązania: umowy o pracę i przewidywalne ścieżki zawodowe dla osób podejmujących studia doktoranckie, wynagrodzenia doktorantów na poziomie nie niższym niż płaca minimalna, ustawowy obowiązek waloryzacji płac na uczelniach, w PAN i instytutach badawczych o wskaźnik nie niższy niż inflacja, oraz jawność konkursów na stanowiska akademickie. W tle stoi zobowiązanie do zwiększenia nakładów na naukę docelowo do 3% PKB rocznie. Pełny program dla szkolnictwa wyższego prowadzi siostrzany serwis Razem dla nauki.

Co proponuje Razem

Postulaty z rozdziału „Nauka — warunek rozwoju" deklaracji programowej:

  • Umowy o pracę dla doktorantów i przewidywalne ścieżki zawodowe zamiast serii umów terminowych.
  • Wynagrodzenie doktoranta nie niższe niż płaca minimalna — koniec życia ze stypendium poniżej najniższej krajowej.
  • Ustawowa waloryzacja płac na uczelniach, w PAN i instytutach o wskaźnik nie niższy niż inflacja.
  • Jawność konkursów na stanowiska akademickie — koniec fikcyjnych rekrutacji „pod kandydata".

Kontekst grup wypychanych poza ochronę prawa pracy zbiera hub Prawa każdego pracownika, a pełny program dla nauki — serwis Razem dla nauki.

Źródła i dalsza lektura