Bezrobocie rejestrowane jest w Polsce niskie, ale utrata pracy wciąż potrafi zrzucić człowieka na dno — bo państwo, gdy praca się kończy, oferuje bardzo niewiele. Zasiłek jest niski i oderwany od tego, ile się wcześniej zarabiało, a część „zatrudnionych" tak naprawdę tkwi w ukrytym bezrobociu na śmieciówkach bez żadnego zabezpieczenia. Razem proponuje odwrócić tę logikę: zamiast czekać, aż rynek sam znajdzie ludziom pracę, państwo ma dążyć do pełnego zatrudnienia i samo tworzyć miejsca pracy — a na czas jej poszukiwania dać zabezpieczenie powiązane z ostatnią pensją.
Co dziś dostaje osoba, która traci pracę?
Po utracie pracy państwo daje niewiele i na krótko: zasiłek dla bezrobotnych jest stałą kwotą ustaloną ustawowo, oderwaną od tego, ile się wcześniej zarabiało — od czerwca 2025 roku reguluje go ustawa o rynku pracy i służbach zatrudnienia, a wynosi 1721,90 zł brutto przez pierwsze 90 dni i 1352,20 zł później — tyle samo dla niemal każdego, niezależnie od wcześniejszej pensji (o 20% więcej dopiero przy stażu ponad 20 lat). Ktoś, kto zarabiał wielokrotność tej kwoty, po zwolnieniu spada finansowo o kilka poziomów z dnia na dzień. Do tego dochodzi warunek odpowiedniego stażu, więc najbardziej niepewni — pracujący dorywczo, na umowach cywilnoprawnych — często nie dostają nic, choć to właśnie oni po utracie pracy zostają bez jakiegokolwiek zabezpieczenia.
Czym jest gwarancja zatrudnienia?
Programem, w którym państwo dąży do pełnego zatrudnienia, a samorządy tworzą miejsca pracy dla chętnych. Deklaracja programowa zapowiada „regionalne programy gwarancji zatrudnienia, w ramach których samorządy będą mogły tworzyć użyteczne społecznie miejsca pracy, finansowane z budżetu centralnego". W praktyce samorząd staje się pracodawcą ostatniej szansy: proponuje realną pracę za godne wynagrodzenie tam, gdzie jest ona potrzebna — w opiece, zieleni miejskiej, usługach publicznych, renowacji — zamiast wypłacać zasiłek za bezczynność. Taki program jednocześnie zbija bezrobocie i dostarcza usług, których wspólnocie brakuje.
Skąd wezmą się te miejsca pracy?
Z inwestycji publicznych, które i tak trzeba przeprowadzić. Największym motorem popytu na pracę w programie jest energetyka: budowa co najmniej 8 bloków jądrowych o mocy minimum 12 GW, rozbudowa OZE i modernizacja sieci to zamówienia dla krajowego przemysłu i tysiące miejsc pracy. Razem dokłada do tego zasadę, której zabrakło przy likwidacji kopalń w Wałbrzychu: za każde likwidowane stanowisko — nowe miejsce pracy w przemyśle. Rozwija to tekst Energetyka to największy program dla rynku pracy od dekad oraz serwis Razem dla energetyki. Żeby te miejsca pracy były realnie dostępne, potrzebny jest też tani bilet i autobus do każdej gminy — o dojeździe do pracy pisze serwis Razem dla transportu.
Co proponuje Razem
Postulaty z rozdziału „Państwo po stronie pracujących" deklaracji programowej:
- Regionalne programy gwarancji zatrudnienia — samorządy tworzą społecznie użyteczne miejsca pracy za godną płacę, finansowane z budżetu centralnego.
- Pracownicze ubezpieczenie od bezrobocia w wysokości powiązanej z ostatnią pensją, zamiast dzisiejszego zryczałtowanego zasiłku.
- Dążenie do pełnego, produktywnego zatrudnienia zamiast godzenia się z bezrobociem jako „naturalnym" stanem.
- Sprawiedliwa transformacja — nowe miejsce pracy w przemyśle za każde likwidowane w wygaszanych sektorach.
Kontekst całego podtematu zbiera hub Stabilne zatrudnienie; jak inwestycje energetyczne przekładają się na etaty, prowadzi serwis Razem dla energetyki.
