Programista przychodzi do biura na dziewiątą, siada obok kolegi, robi dokładnie to samo co on i słucha tego samego szefa. Różni ich jedno: kolega ma umowę o pracę, a on co miesiąc wystawia „swojej" firmie fakturę, bo formalnie prowadzi działalność gospodarczą. Ten sam scenariusz odgrywa się w przychodniach, redakcjach i księgowościach. Nikt tu niczego nie wybrał w sensie, jaki słowo „wybór" ma w podręcznikach ekonomii — po prostu rachunek pracodawcy wyszedł taniej na B2B, a kandydat mógł się zgodzić albo poszukać pracy gdzie indziej. Program Razem nazywa to zjawisko po imieniu i zapowiada jego likwidację.
Skala: kraj drobnych „przedsiębiorców" z jednym klientem
Fikcyjne samozatrudnienie z definicji ukrywa się w statystykach, ale da się je oszacować. Zrobił to Instytut Badań Strukturalnych w analizie Jakuba Sawulskiego o tym, kogo naprawdę obciążają podatki w Polsce.
Na tle Europy Polska wyróżnia się zresztą samozatrudnieniem w ogóle: według Eurostatu (zbiór lfsa_esgan; obliczenia własne na danych zbioru) w 2024 roku osoby pracujące na własny rachunek stanowiły u nas 17,8% pracujących w wieku 15–64 lat, podczas gdy w Niemczech — 7,4%. Część tej różnicy tłumaczy rolnictwo, ale badanie IBS liczyło fikcyjne firmy już z jego pominięciem. Trudno uwierzyć, że Polacy mają ponad dwukrotnie więcej przedsiębiorczego ducha niż Niemcy; łatwiej — że polski system podatkowy ponad dwukrotnie mocniej wypycha ludzi z etatu.
Mechanizm: fikcja, którą system nagradza
Powód tego wypychania IBS wskazuje wprost: przy dochodzie rzędu 100–200 tys. zł rocznie opodatkowanie działalności gospodarczej może być nawet o ⅓ niższe niż opodatkowanie umowy o pracę, a różnica rośnie wraz z dochodem. Potwierdzają to nowsze analizy Ministerstwa Finansów na danych administracyjnych: pełny klin na etacie sięga około 40% dochodu, podczas gdy ta sama praca rozliczana jako B2B na ryczałcie potrafi zejść poniżej 25%. Kto naprawdę płaci za ten arbitraż i dlaczego składki liczone od stałej, minimalnej podstawy czynią go tym bardziej opłacalnym, im wyższy dochód, rozkłada na czynniki pierwsze Adam Jura-Czarnecki w tekście Arbitraż podatkowy — kto naprawdę płaci.
Oszczędność ma jednak drugą stronę bilansu i jest nią przyszłość pracownika. Składki emerytalne od minimalnej podstawy oznaczają za trzydzieści lat świadczenie bliskie minimum, chorobowe jest dobrowolne, więc choroba bywa bezpłatna, urlop istnieje tylko wtedy, gdy „firma" może sobie pozwolić na niefakturowanie, a współpracę można zakończyć z dnia na dzień, bo okres wypowiedzenia z Kodeksu pracy nie obowiązuje. Do tego dochodzi wspólny budżet, któremu ubywa różnica w daninach.
Najgorsze w tej konstrukcji jest to, że pojedynczy człowiek nie może z niej wyjść. Kiedy cała branża przechodzi na B2B, kandydat upierający się przy etacie konkuruje z ludźmi, którzy są dla pracodawcy o kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie tańsi — i przegrywa. Każdy z osobna postępuje racjonalnie, wszyscy razem lądują w układzie gorszym dla każdego: klasyczny dylemat więźnia, w którym jedynym wyjściem jest zmiana reguł gry z zewnątrz, bo żaden gracz nie zmieni ich sam.
Papier nie przykrywa podporządkowania
Prawo teoretycznie widzi ten problem od dawna. Art. 22 Kodeksu pracy definiuje stosunek pracy przez wykonywanie pracy określonego rodzaju na rzecz pracodawcy i pod jego kierownictwem, w miejscu i czasie przez niego wyznaczonym — i zastrzega, że zatrudnienie w takich warunkach jest zatrudnieniem na podstawie stosunku pracy „bez względu na nazwę zawartej przez strony umowy". Jeden klient, stałe godziny, cudze polecenia: to jest etat, choćby na fakturze pisało inaczej. Sęk w tym, że egzekwowanie tego przepisu spada dziś na samego zainteresowanego, który musiałby pozwać do sądu własnego pracodawcę — czyli zrobić dokładnie to, na co osoba zależna od jednego klienta pozwolić sobie nie może.
Dlatego program Razem uderza w oba filary fikcji naraz. Od strony egzekucji — inspekcja pracy z prawem przekwalifikowania pozornej umowy w etat, bez przerzucania ryzyka na pracownika; piszemy o tym w tekście PIP z zębami. Od strony bodźca — jednolita danina, po której etat i działalność przestają się różnić efektywną stawką, więc wypychanie ludzi na B2B traci ekonomiczny sens; mechanizm rozbieramy w tekście Jak jednolita danina kończy zysk ze śmieciówek, a całą reformę podatkową od strony systemu opisuje siostrzany serwis: Jeden podatek zamiast plątaniny przywilejów.
Co proponuje Razem
Doprowadzimy do likwidacji plagi śmieciówek i fikcyjnego samozatrudnienia. (…) Wzmocnimy i dofinansujemy Państwową Inspekcję Pracy, nadamy jej uprawnienia do zmiany formy zatrudnienia osoby na umowę o pracę, jeżeli stwierdzony zostanie stosunek pracy.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. „Państwo po stronie pracujących”, partiarazem.pl
- Likwidacja fikcyjnego samozatrudnienia — umowa o pracę wszędzie tam, gdzie w praktyce istnieje stosunek pracy z art. 22 Kodeksu pracy.
- PIP z prawem zmiany formy zatrudnienia na etat po stwierdzeniu stosunku pracy — ciężar egzekucji przechodzi z pracownika na państwo.
- Jednolita danina zamiast równoległych reżimów podatkowo-składkowych — gdy etat i B2B kosztują tyle samo, znika nagroda za fikcję.
- Ochrona prawna sygnalistów zgłaszających naruszenia prawa pracy.
Źródła i dalsza lektura
- Partia Razem — „Państwo po stronie pracujących" (deklaracja programowa 2025)
- IBS — J. Sawulski, „Kogo obciążają podatki w Polsce?" (Policy Paper 01/2019): 166 tys. fikcyjnie samozatrudnionych, opodatkowanie działalności nawet o ⅓ niższe niż etatu
- Eurostat — samozatrudnieni jako odsetek pracujących 15–64 lata, 2024: Polska 17,8%, Niemcy 7,4% (lfsa_esgan)
- Ministerstwo Finansów — P. Chrostek, „Wybrane aspekty systemu podatkowo-składkowego na podstawie danych administracyjnych" (Analizy i Badania MF 12/2025)
- Kodeks pracy — art. 22: cechy stosunku pracy niezależnie od nazwy umowy (ISAP)
- Adam Jura-Czarnecki — „Arbitraż podatkowy: kto naprawdę płaci"
- Adam Jura-Czarnecki — „4 pułapki polskiego systemu podatkowego" (dylemat więźnia w unikaniu danin)
